Aisha wbiegła zdyszana do dużego, białego domu. Znajdowała się na terenie zamieszkałym przez jej mistrza. Czarodziejka oparła się o ścianę, oddychając głęboko. Po ocknięciu się w ruinach, czuła, iż jest coś nie tak. I wspomnienia co do pierścienia wróciły - założenie go, stracenie mocy, a na koniec stracenie przytomności. Wtedy Aisha była już pewna, co do powrotu, do rodzinnej wioski. Nie tracąc czasu powróciła. Fioletowooka wzięła kilka głębszych wdechów, po czym ruszyła dalej.
Powrót zajął jej więcej niż tydzień, z czego nie była zadowolona. Wręcz przeklinała w myślach swą głupotę. Jak mogłam założyć ten pierścionek?! Jestem naprawdę głupia! pomyślała ze złością, obwiniając samą siebie. Jednak nie mogła rozpaczać. Wracając do młodej czarodziejki - w sumie, mogła się teleportować bezpośrednio do gabinetu mistrza, jednak okazało się, iż by przy tej czynności się po prostu wykończyła. Wystarczyło czarodziejce to, że po użyciu trzech słabych zaklęć, źle się czuła. I nie jest dobrze. JEST ŹLE.
Po dwóch głębszych wdechach ruszyła biegiem przed siebie - stukot jej butów roznosił się echem po dużym holu. Aisha sama nie wiedziała, skąd jej mistrz brał pieniądze na utrzymanie tego budynku - był duży oraz bogato zdobiony w meblach jak i pokojach. Jednakże piętnastolatka tłumaczyła to sobie tym, iż staruszek jest największym oraz najlepszym czarodziejem wszech czasów. Najpewniej musiał w młodości, bądź i starości, pomagać zwalczać złe moce.
Duże, stare okna umieszczone naprzeciw siebie dawały dużo światła - oczywiście istniały większe luki, a zastąpiono je żelaznymi zbrojami lub pięknymi obrazami, które były oprawione w ciemne, drewniane ramy. Ten hol nie tylko prowadził do gabinetu mistrza, jednak znalazły się gdzieniegdzie drzwi, prowadzące do innych pokoi - znalazły się również drogi do innych korytarzy.
Fioletowowłosa uwielbiała wręcz dom swojego opiekuna - gdy była mniejsza, bawiła się w tym miejscu, oczywiście w przerwach od nauki magii. Nie zabrakło oczywiście staruszka w roli złego charakteru, którego Aisha zawsze zwalczała. Raz miała rolę księżniczki, innym razem potężnej czarodziejki.
Jednakże wraz z dojrzewaniem, przyszło jej więcej obowiązków, a tym samym zabrakło czasu na zabawę. Księżniczka Aisha Wspaniała jedynie istniała w pamięci fioletowowłosej oraz samego mistrza. No i, oczywiście, niektórych służb...
Piętnastolatka przebiegła przez długi hol i otworzyła z hukiem drzwi na jego końcu, nie zważając na protesty dwóch strażników, którzy strzegli wejścia przed niepowołanymi osobami. Pomieszczenie przypominało małą bibliotekę; ścian nie było niemal widać ze względu na bardzo wysokie regały zawalone książkami. Światło podczas dnia dawało okno na wprost wejścia. Przed tym oknem, przy biurku wykonanym z ciemnego drewna, siedział starszy mężczyzna, z fioletową brodą, ubrany w obfite szaty. Oderwał czarne niczym noc oczy od wielkiej księgi, w której coś zapisywał, po czym spojrzał z ciekawością na swoją uczennicę, która tym razem zamknęła z hukiem drzwi, aby nikt ich nie podsłuchał. Nie potrzebowała niemiłych słów od strażników, co do jej „problemu”.
- Szybko coś wróciłaś - stwierdził z uśmiechem mistrz dziewczyny, patrząc na nią z nieukrywaną radością. W końcu rzadko się widywali, ze względu na wyprawy dziewczyny w poszukiwaniu prawdziwej magii. Jednak Aisha spojrzała na niego z wyrzutem, nie zamierzając się nawet uśmiechnąć.
- To nie pora aby się śmiać! - krzyknęła.
- Uspokój się, moje drogie dziecko - odparł starzec łagodnie oraz spokojnie. Cóż, odkąd znał Aishę, był obiektem jej zmiennym nastrojów, więc wybuchy złości jego uczennicy go niemal nigdy nie dziwiły. Mistrz westchnął.- Co się stało?
Dziewczyna wzięła kilka głębszych wdechów, po czym odpowiedziała, łamiącym się głosem:
- Straciłam moc.
- Nie żartuj... - powiedział zaskoczony mężczyzna. Aisha znów zerknęła na niego z wyrzutem.
- CZY JA WYGLĄDAM JAKBYM ŻARTOWAŁA?! - wrzasnęła.
- Uspokój się, dziecko - powtórzył mistrz.- Co się dokładniej stało?
- G-gdy byłam na... na tej wyprawie, która była na pustyni... Chciałam zbadać ruiny, o których gadali niemal wszyscy... N-no i kiedyś ty, mistrzu, coś mi o nich wspomniałeś... Pamiętałam o nich, w-więc wyruszyłam czym prędzej w podróż... N-niedługo później je odnalazłam... Czym prędzej je zbadał, rzecz jasna. J-już miałam wracać do Florka...
- Florka? - powtórzył nieco zaskoczony, a zarazem rozbawiony, mistrz.
- ... i w tamtej chwili zobaczyłam pierścień... Ja... Sama nie wiem, co ja myślałam, gdy go założę! - wybuchnęła czarodziejka, jednak nie płakała. To nie był czas na łzy. Piętnastolatka spojrzała z niepokojem na starca, jednak on nie wyglądał na złego. Było całkiem inaczej - jej mistrz był zmartwiony oraz wyglądał jakby nad czymś głęboko myślał.
- I straciłaś całą moc? - zapytał. Aisha pokręciła głową.
- Nie całą, ale na pewno większość. Teraz jestem na poziomie żółtodzioba!
- Spokojnie - odparł mistrz, głęboko myśląc. Po chwili wstał, po czym zaczął przeglądać tytuły książek, znajdujących się na grzbietach ksiąg. Fioletowowłosa nawet nie śmiała się w tej chwili odezwać.- Jak ten pierścień wyglądał? - zapytał, nie odrywając się od obecnego zajęcia.
- Był srebrny... Z trzema oczkami, czerwonym, czarnym i niebieskim - odparła zakłopotana Aisha. Zaczęła się bawić dłońmi, po czym dodała cichym głosem:- Ale go już nie było, jak odzyskałam przytomność...
Starzec najwyraźniej znalazł to, czego szukał, ponieważ wyciągnął grubą księgę, którą zaczął wertować. Po paru minutach zaprzestał czynności, po czym odwrócił księgę w kierunku młodej czarodziejki, której oczy rozszerzyły się w zdziwieniu, gdy zauważyła, iż na obrazku znajduje się pierścień, który założyła w ruinach.
- To ten! - odparła zaskoczona, nawet nie czekając na pytanie mistrza typu: „Czy to ten pierścień?”.
Mężczyzna odwrócił z powrotem księgę w swoim kierunku, po czym przeczytał tekst obok rysunku pierścienia. Zmarszczył brwi, bo czym rzekł, nie odwracając wzroku od książki:
- Pisze tutaj, iż te kamienie są odłamkami Eldrytu.
- El... czego? - zapytała czarodziejka, przekrzywiając głowę nieco w bok. Starzec zamknął księgę, po czym westchnął.
- Eldryt to kamień, który posiada i gromadzi ogromne pokłady magicznej mocy. My akurat z niego nie korzystamy, jednak wiele większych wiosek, miast i nie tylko w całym Elios żyją i utrzymują porządek tylko dzięki niemu - wytłumaczył staruszek. Aisha otworzyła na chwilę usta, jednak zamknęła je, po czym znów otworzyła.
- To dlaczego zabrał mi całą moc...? - zapytała nieprzytomnie, łamiącym się głosem.
- Tego to nie wiem - powiedział mistrz czarodziejki, podchodząc do biurka i pisząc coś na pergaminie. Po chwili podszedł do fioletowowłosej, podając jej zwitek.- Jest to adres mojej znajomej, która mieszka w Ruben. Udaj się do niej, możliwe, iż ona zna rozwiązanie.
Piętnastolatka spojrzała na starca, po czym odwróciła się na pięcie w kierunku drzwi. Sięgnęła do klamki, jednak nie otworzyła drzwi.
- Odzyskam moc, prawda? - zapytała cicho. Na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec, gdy pomyślała, jak dziecinnie zabrzmiało to pytanie. Starzec uśmiechnął się jedynie do jej pleców.
- Jesteś wspaniałą czarodziejką, Aisha. Na pewno wrócisz tutaj kilkakrotnie silniejsza.
Fioletowowłosa uśmiechnęła się lekko, po czym nie mówiąc już nic, wyszła z pomieszczenia.
Delikatny powiew wiatru jedynie utrzymywał przyjemną atmosferę, która panowała niemal każdego lata. Choć dziewczę przekonywało drogę do swojego domu biegnąc, to podziwiało przyrodę. Błyszczące oczy fioletowowłosej wyrażały więcej, niż wszelkie słowa. Nastolatka zwolniła nieco, po czym zaczęła głęboko oddychać. Teraz jej ruchy były leniwe, jakby wykonane z niechęcią.
- Muszę poprawić swoją kondycję... Koniecznie... - mruknęła, jakby do siebie. Nabrała kolejną dawkę tlenu dla swoich płuc, po czym rozejrzała się wokoło. Znajdowała się całkiem blisko swojego domu. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, do siebie, ponieważ nie zobaczyła nikogo w pobliżu.- A co tam, przejdę się - powiedziała wesoło, po czym ruszyła wolno do przodu.
Dookoła rosły mniejsze i większe drzewa. Zielone listki, które znajdowały się na gałęziach owej rośliny, poruszały się delikatnie pod wpływem powiewu wiatru - choć zapewne je jedynie muskał. Przed Aishą z kolei znajdowała się ścieżka, prowadząca wprost do jej małego domku. Nie chciała mieszkać z mistrzem, bądź w środku miasteczka - wolała mieć swoje cztery ściany z dala od jakichkolwiek intruzów. By się uczyć zaklęć, rzecz jasna.
Dziewczyna westchnęła, uśmiechając się lekko. Promienie słońca, które przedostały się przez korony wyższych drzew, muskały jej twarz, dając przyjemne ciepło. Nastolatka zmrużyła lekko oczy, jednak po chwili ponownie je otworzyła - nim się zorientowała, dotarła do domu.
Był to mały, jednopiętrowy domek wykonany z drewna. Posiadał wystarczająco dużo okien, by w określonym czasie dawać mało, bądź dużo światła. Otoczony był drewnianym, brązowym płotkiem, który miał częściowo odstraszać zwierzynę. Czarodziejka uśmiechnęła się ciepło, widząc jak wewnątrz ogródka - a przed domem - rozkwitły jej ulubione kwiaty. Róże, koloru fioletowego.
- Nic się nie zmieniło - powiedziała sama do siebie, przecinając powietrze swoją różdżką. Rozległ się cichy trzask, a dom został zabezpieczony fioletowawą kopułą. Czarodziejka uśmiechnęła się z dumą. To właśnie tego cacka ostatnio się nauczyła. Rozejrzała się ponownie dookoła. Pustki.
Pchnęła drewniane drzwiczki, po czym znalazła się na terenie swojego domu. Stanęła przez chwilę, wdychając co chwilę powietrze. Przyjemny zapach róż unosił się w powietrzu, mieszany również z odrobiną truskawek oraz zapachu drzew. Nastolatka skierowała się po chwili na tyły swojego domu - ujrzała parę grządek truskawek, idealnych do zebrania. Może wezmę parę dla znajomej mistrza?
Dziewczyna odwróciła się na pięcie, kierując kroki ku drzwiom domu. Zebraniem owoców zajmie się, ewentualnie, później. Teraz ma ważniejsze sprawy na głowie - pierścionek, który zabrał jej moc. Fioletowowłosa ziewnęła, łapiąc się dłonią za głowę. Skrzywiła się lekko.
- Jednak ochronienie domu kosztuje pewne pokłady energii... Szlag... - warknęła cicho, pchnąc do drzwi. Do jej nozdrzy dotarł zapach starego pergaminu. Czarodziejka uśmiechnęła się mimowolnie.
Dom.
Dopiero teraz do niej dotarło, że wciąż ściskała mocno zapisany zwitek pergaminu przez mistrza. Zerknęła na zaciśniętą pięść, przekonując się, iż kawałek papieru znajduje się na swoim miejscu. Westchnęła, po czym zaczęła iść wolno w kierunku półki z książkami.
Podłoga, łóżko jak i wszelkie stoliki, zawalone były wszelkimi rodzajami ksiąg oraz zapisanymi pergaminami, jedne dłuższe, bądź krótsze. Jednak Aisha nie zwracała zbyt dużej uwagi na to, co miała pod nogami - stąpała po zapisanych kartach tak, jakby ich nie było. Mimo wszystko, uważała bardziej na księgi, na które spoglądała tęsknie, jak i opiekuńczo. Fioletowowłosa westchnęła.
- Nie mam czasu... - mruknęła cicho czarodziejka, mając na myśli książki, jednocześnie odgarniając z oczu niesforną grzywkę. Skierowała swoje kroki ku szafie, mieszczącej się tuż przy półce z księgami. Był to nieliczny mebel, zawierający najważniejsze dzieła sztuki, jakie czytała fioletowooka. Dziewczyna jęknęła, przejeżdżając palcem po grzbietach ksiąg.- Teraz wziąć tą najodpowiedniejszą - stwierdziła szeptem czarodziejka. Jednak, mimo wszystko, jej usta wygięły się w lekkim uśmieszku. Zatrzymała palec, po czym wzięła „tą” książkę - „Najprzydatniejsze zaklęcia świata”. Tytuł co prawda banalny, jednak Aisha niemal za każdym razem dopisywała nowe zaklęcia. Rzecz jasna na pergaminie, który wkładała pomiędzy kartki księgi.
Przy pasie młodej czarodziejki znajdowała się sakiewka. Nastolatka zacisnęła mocniej palce na różdżce, po czym wyszeptała ciąg słów, kierując „magiczny badyl” ku woreczkowi. Po chwili poczuła napływające zmęczenie. Czarodziejka mruknęła z niezadowoleniem. Będę musiała poćwiczyć pomyślała, chowając księgę do małej sakiewki. Czego użyła? Zaklęcia, które powiększało wnętrze woreczka, dając więcej miejsca na bagaż, czy też inne rzeczy. Dziewczyna uchyliła lekko okno, by pokój był wciąż wietrzony. Skrzywiła się przy tym lekko. Kiedy tu znów wrócę...? pomyślała, spoglądając na truskawki, które rosły za oknem, znajdującym się de facto na tyłach domu, że tak to się nazwie. Aisha pokręciła głową, po czym odwróciła się na pięcie i zaczęła iść w stronę drzwi.
- Jednak nie wezmę żadnych truskawek - szepnęła, zawieszając różdżkę przy pasie. Na chwilę obecną czarodziejka nie potrzebowała używać żadnych zaklęć.
Przeszła przez ogród, po czym stanęła przy drzwiczkach. Jeden krok w zupełności wystarczył, by opuściła teren swojego domu. Fioletowowłosa spojrzała przez ramię. Ostatni raz, na te piękne róże. Ostatni.
Po chwili szła po ścieżce, prowadzącej do Ruben.
Wszystko w okolicy było spokojne, tak, jak zwykle bywało w środku lasu. Wiał lekki wiatr, ptaszki ćwierkały wesoło. Fioletowowłosa czarodziejka jęknęła. Z każdą chwilą coraz bardziej czuła większe zmęczenie - w myślach mówiła o sobie najgorsze rzeczy, wypominając jednocześnie swoją głupotę. Choć wiedziała, że nie powinna używać zbyt dużo zaklęć, uczyniła to w swoim domu. Dziewczyna oparła się o drzewo. Obecnie znajdowała się w centrum lasu, przez które musiała przebyć drogę, by dotrzeć do Ruben. Wzdrygnęła się lekko.
Usłyszała głosy.
Głośne.
Aisha wsłuchała się w nie, po czym natychmiast ruszyła w stronę, z której dochodziły. Z każdym krokiem słyszała dokładniej głosy, jednak w pewnym momencie one... Umilkły. Po prostu. Czarodziejka, pełna niepokoju, chwyciła różdżkę zza pasa, po czym ścisnęła ją w dłoni. Z końca „magicznego badyla” wystrzeliły iskierki. Aisha uśmiechnęła się lekko. Czasami jej różdżka zachowywała się co najmniej jak jakiś człowiek - reagowała ona na jej słowa, a czasami i gesty. Jednak uśmiech nastolatki znikł, tak, jak się szybko pojawił.
Na ścieżce, paręnaście kroków dalej, ujrzała zdyszanego, szkarłatnowłosego chłopaka. Wyglądał na takiego, mniej więcej, który był w jej wieku. Aisha zmarszczyła brwi. Rówieśnik? mruknęła cicho w myślach. Miał na siebie strój, który był bardzo podobny do tego, jaki nosili rycerze. Przynajmniej do tego porównywała go fioletowowłosa - nie znała się zbytnio na zbrojach. Interesował ją bardziej świat magii. Szkarłatnowłosy w obydwu dłoniach trzymał, przed sobą, wielki miecz, z akcentami białej oraz czerwonej stali. Rozglądał się wokół z niepokojem. Fioletowowłosa ruszyła w jego kierunku wolno, w pokojowych zamiarach.
Jednak nie wszystko poszło po jej myśli.
Nastolatek zareagował bardzo gwałtownie, względem czarodziejki - wymierzył w dziewczynę swój miecz, jednocześnie patrząc na nią wrogo.
- Kim jesteś?! - warknął, zbliżając się do fioletowookiej. Ta, odruchowo, wycelowała w niego swoją różdżkę.- Też złodziejem?! - dodał po chwili. Jego ton był groźny, niezbyt miły. Nie podobało się to młodej czarodziejce. A planowałam być miła! krzyknęła w myślach.
- Nie jestem żadnym złodziejem, idioto! - zaperzyła się Aisha. Nadymała ze złości policzki. Te, zarumieniły się lekko.- Mam na imię Aisha. Jestem czarodziejką - dodała spokojniej. Wolała nie „robić” sobie dodatkowych wrogów. Szkarłatnooki nie zdążył nawet odpowiedzieć, ponieważ na ścieżkę, zza drzew, wyszła kolejna osoba - elfka, o pięknych długich włosach, jasnego koloru. Blond kosmyki, podchodzące jednocześnie pod zielony kolor. Dziewczyna spojrzała na czarodziejkę, a następnie na chłopaka, dzierżącego w dłoniach mecz.
- Co się dzieje? - zapytała, nieco zdziwiona nastawieniem nastolatków. Potrząsnęła jednak po chwili lekko głową.- Widzieliście tego złodzieja? - dodała, nieco niespokojna. Jednak pytanie kierowała bardziej do chłopaka, niż do Aishy. Fioletowooka prychnęła cichutko.
- Chyba uciekł... - odparł wolno szkarłatnowłosy, warcząc coś pod nosem. Elfka zmarszczyła przy tym lekko nos. Swój idealny nos!
Jednak nie to zwracało uwagę czarodziejki.
Szczerze mówiąc - Aisha straciła cierpliwość. Nie mogła już być spokojna, choć się starała.
- O kim wy mówicie, do jasnej cholery?! - krzyknęła, nie mogąc zapanować nad nagłym wybuchem.- I kim wy w ogóle jesteście, co?!
- Elsword - powiedział krótko szkarłatnooki. Aisha prychnęła.
- Nie dość, że idiota, to jeszcze małolat machający mieczem...
- Co powiedziałaś?!
- To ile masz lat? - zapytała Aisha z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
- Czternaście...
- No właśnie! - powiedziała głośno czarodziejka, zakładając ręce na piersi.
- A ty niby ile masz, co? - warknął.
- Piętnaście! - odparła, wypinając z dumą pierś. Elsword parsknął śmiechem głośno, co nieco zgasiło entuzjazm Aishy.
- A jesteś ode mnie niższa!
Dziewczyna poczerwieniała ze złości. Obecnie przypominała dojrzałego pomidora, gotowego do zerwania i przyrządzenia z niego sałatki, bądź innego dania. Wzrost, zdecydowanie, był tematem, którego nie powinno się poruszać w jej obecności. Fioletowowłosa spojrzała wilkiem na szkarłatnowłosego. Jej oczy wyrażały więcej, niż tysiąc słów - była wściekła. Gotowa, by wydrapać chłopakowi oczy. Nastolatek zarechotał cicho, zakładając ręce na klatce piersiowej. Wyprostował się, zbliżając na Aishy. Faktycznie - był od niej wyższy, na oko, o paręnaście centymetrów.
- Małolat! - krzyknęła w końcu czarodziejka. Prychnęła, odwracając się do niego plecami, z założonymi rękami na piersiach.
- Kurdupel!
- Że jak mnie nazwałeś, kretynie?!
- MOŻECIE SIĘ W KOŃCU USPOKOIĆ?! - wtrąciła blondwłosa elfka, dosyć głośno. Czarodziejka, jak i szkarłatnowłosy chłopak, spojrzeli na nią zdziwieni. Zupełnie zapomnieli o tym, iż stoi tutaj jeszcze jedna osoba.- Świetnie, dziękuję. Nazywam się Rena, pochodzę z wioski elfów...
- I po co nam to mówisz? - parsknął Elsword.
- JA TERAZ MÓWIĘ! - wrzasnęła. Chłopak automatycznie się zamknął. Usta blondynki wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. Odczekała chwilę, po czym kontynuowała spokojnym głosem:- Jest tutaj ktoś, kto będzie w stanie powiedzieć mi cokolwiek o tym złodzieju?
Elsword wzruszył ramionami, przyglądając się swojemu mieczowi. Aisha odwróciła się przodem do elfki, po czym się uśmiechnęła. Obecność jasnowłosej sprawiała, że czuła się spokojniej.
- Możliwe, że w Ruben będą o tym wiedzieć... Właśnie tam idę. Chciałabyś...?
- Pewnie. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - zapytała grzecznie Rena. Aisha kiwnęła przecząco głową.
- Nie, skąd. Chodźmy. - powiedziała, po czym ruszyły razem przed siebie. Chłopak stał chwilę w bezruchu na ścieżce, po czym pobiegł za przedstawicielkami płci pięknej.- A ty tu czego? - spytała chłodno fioletowooka, gdy kątem oka ujrzała chłopaka, a raczej jego niesforną, rzucającą się w oczy, szkarłatną czuprynę.
- Też chcę znaleźć tego bandytę - odparł chłopak. Aisha przewróciła oczami.
- Co on tak właściwie ukradł? - spytała od niechcenia fioletowowłosa, zaczepiając różdżkę do pasa.
- Eldryt - odpowiedzieli równocześnie wojownik oraz elfka. Aisha poczuła, jak robi jej się gorąco, tętno przyśpiesza, a serce podskakuje do gardła.
- Jesteście z wiosek, które żyją dzięki temu kamieniu? - zapytała w końcu, gdy nieznośna gula w gardle oraz luka w głowie zniknęła.
- Tak. Władczyni mojej wioski powiedziała, iż Eldryt słabnie z każdą chwilą - powiedziała przejęta Rena.- Zostałam wysłana, aby sprawdzić, co może być tego przyczyną... I natrafiłam na tego złodzieja.
- Ja szukam go ze względu na moją siostrę. Dzięki temu stanę się silniejszy i... Kiedyś wyzwę ją na pojedynek - odparł chłopak. Skrzywił się.- Problemem jest jeszcze to, że nie wiem gdzie jest...
Na policzkach Aishy pojawił się rumieniec. Był jej wstyd za to, jak potraktowała Elsworda. Coś ostatnio nie myślisz, Aisho! szepnął głosik w jej głowie, niezwykle piskliwy. Fioletowowłosa potrząsnęła głową.
- Um... Słuchajcie... - zaczęła niepewnie czarodziejka, wahając się.- Będę mogła wam pomóc w odzyskaniu Eldrytu?
Elsword nie odpowiedział, a Rena kiwnęła wesoło głową z uśmiechem na ustach.
- Nie widzę przeszkód - odparła radośnie. Następnie wraz z fioletowooką spojrzała wyczekująco na Elsworda. Chłopak wywrócił oczami.
- No dobra - odpowiedział, dość niechętnie. Jednak Aisha nie zwracała na to uwagi.
Uśmiechnęła się szeroko, a podróż minęła w ciszy. Istniała szansa, iż dzięki Eldrytowi odzyska moce. Stracone moce, za którymi tak tęskniła!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz