Słońce dziś było niezwykle nieznośne. Na niebie nie widniała żadna, nawet najmniejsza chmurka. Jednak młoda dziewczyna, jadąca na wielbłądzie, wydawała się wcale nie dostrzegać panujących upałów. Może dlatego, iż cień, rzucany przez dość duży parasol, dawał jej przyjemy chłód? Choć nikły, to zupełnie wystarczało nastolatce, która w tej chwili skupiała się na czytaniu magicznej księgi, oprawionej w grubą skórę. Co jakiś czas oczywiście podnosiła głowę, rozglądając się dookoła, jakby coś poszukiwała.
Skrzywiła się lekko, gdy w oddali dostrzegła coś, co przypominało ruiny. Następnie uśmiechnęła się szeroko, zamykając z trzaskiem księgę, na co wielbłąd się lekko wzdrygnął. Fioletowooka schowała przedmiot, oprawiony w grubą skórę, po czym poprawiła się na zwierzęciu.
- Już niedaleko - odparła, a jej twarz w jednej chwili złagodniała - z poważnej, skupionej dziewczyny stała się wesołą, uśmiechniętą nastolatką. Cóż, niektórzy z łatwością mogliby stwierdzić, iż jest to po prostu... Magia.
Jednak w Elios nie był dziwny widok elfa, bądź czarodzieja. Gadające zwierzęta również były tu codziennością. Szermierka? Normalna czynność. Również magiczne stwory nie były niczym dziwnym. Trolle? Normalka. Magia nie zaliczała się do dziwnych zjawisk, jak już wcześniej wspomniano.
Wracając do fioletowowłosej czarodziejki - na sobie miała fioletową, krótką sukienkę, która posiadała zdobienia w kolorze bieli, czarny pasek ze złotymi elementami, białe, wysokie skarpetki oraz czerwony krawat. Miała piętnaście lat i jak na swój wiek była bardzo niska. Posiadała krótkie, fioletowe włosy, a dłuższe pasma były związane w dwa warkocze, tego samego koloru były jej duże oczy. Jej ubiór zmieniał się dosyć często, ale jeden element zawsze pozostawiał taki sam - czerwono-niebieska, długa różdżka, którą zwykle przypinała do paska.
Sama w sobie była wyjątkowa - nazywano ją „wielką czarodziejką”. Tak, była potężna, trzeba powiedzieć. Bez trudu mogła sprawić, iż jakiś przedmiot lewitował, również nie było dla niej nic trudnego wyczarować płomień - w końcu opanowała tą moc będąc w dość młodym wieku. Obecnie miała lat piętnaście. Więc potrafiła już dość dobrze opanowywać swą magię.
Wróćmy więc znów do nastoletniej czarodziejki, która zbliżała się do celu swej podróży. Jej mistrz zalecił jej aby zbadała ruiny, znajdujące się na pustyni. Wędrówka jej zajęła ponad tydzień. Pewnie zajęłoby to jej więcej czasu, gdyby nie wspaniały wielbłąd - który na ten czas nazwała „Florianem” - od kupca. W sumie nie znała imienia mężczyzny, dzięki któremu zdobyła to wspaniałe zwierzę. Jednakże fioletowowłosa była naprawdę wdzięczna podróżnikowi za Florka (Trzeba tobie również wymyślić zdrobnienie od imienia, Florian!).
Wielbłąd jedynie wydał z siebie charakterystyczny dźwięk, co przywołało nastolatkę do rzeczywistości. Właśnie jej myśli pochłonęło zaklęcie, które niedawno opanowała. Choć wymagało sporo energii, przydawało się w ewentualnych potyczkach. Dziewczę zeskoczyło z zwierzęcia, po czym fioletowooka poklepała wielbłąda po grzbiecie.
- Odpocznij. Niedługo wrócę - odparła z lekkim uśmiechem, a stworzenie odetchnęło jakby z ulgą. W końcu wędrówka trwała bez przerw dwa dni - wielbłąd był wykończony.
Czarodziejka odpięła różdżkę, po czym ścisnęła na niej mocno palce. Koniec czarodziejskiej gałęzi zamigotał światłem, jakby dodając piętnastolatce otuchy. Dziewczę odetchnęło głęboko, po czym ruszyło wgłąb ruin, które nie były całkowicie zniszczone.
Sklepienie z pewnością było całe, co dawało fioletowowłosej przyjemny chłód - jednak ciemność wiązała się razem z tym, iż niezbędnym przedmiotem był ogień, bądź światło. Ale fioletowooka nie musiała się tym martwić. Różdżka dawała jej nieco otuchy - bądź co bądź, jednak bała się straszliwie duchów. W sumie wzdrygała się, gdy usłyszała odgłos upadającego gruzu.
Nie wiedziała ile czasu zajęło jej penetrowanie ruin - w końcu, gdy już uznała tą wyprawę za zakończoną, jej uwagę przykuł srebrny pierścień, z trzema kolorowymi oczkami (czerwonym, czarnym i niebieskim). Cóż innego mogła zrobić fioletowooka? Podeszła, obejrzała, a na sam koniec... Założyła na palec u prawej ręki.
Trzy oczka zaświeciły jasnym światłem, a sama czarodziejka zbladła. Chciała zdjąć pierścień, jednakże poczuła, iż nie może. Krzyknęła, czując ból na całym ciele. Wydawało jej się, że wbijają się w jej skórę mnóstwo szpilek. Ból był nie do zniesienia - dziewczyna upadła, mdlejąc.
Oddychała ciężko, wciąż nieświadoma tego, iż pierścień zniknął. A ona, straciła większość swej mocy. Aisha, czarodziejka z południa, właśnie stała się początkującą czarodziejką.
wedlug mnie bardzo dobrze opisane . Dopatrzyłam się tylko jednej literowki. :d Chce wiecej.:)
OdpowiedzUsuń~Horizon.
Ciekawie się. zaczyna. Masz bardzo ładny, przyjemny styl pisania ( też tak chce :c ) Zapowiada się dosyć ciekawie. Jeśli chodzi o błędy to chyba był dwa
OdpowiedzUsuńrazy wymieniony wiek dziewczyny - chyba, że zrobiłaś to celowo. No to kiedy dalszy ciąg ? ;) Pozdrawiam Yuuko~